Akumulatorowe systemy narzędzi – o co w nich chodzi i czy warto je kompletować?

Coraz częściej firmy produkujące narzędzia akumulatorowe, reklamują je hasłem, że są one częścią serii. O co chodzi w tym zawołaniu i czy to tylko tani chwyt marketingowy? Czy kupno takich narzędzi jest naprawdę opłacalne? Jakie mogą być minusy takich rozwiązań?

Kompatybilne akumulatory wszystkich marek – na to musimy poczekać

Użytkownicy narzędzi akumulatorowych chcieliby doczekać czasu, gdy w temacie baterii panuje pewna standaryzacja. Obecnie większość producentów posiada własne modele, a mało które narzędzie jest kompatybilne z akumulatorami innej firmy. Czy Unia Europejska wymusi na producentach unifikację, jak w przypadku np. ładowarek telefonowych, gdzie wprowadzono standard mini-usb dla wszystkich? Na to jeszcze musimy jeszcze poczekać.

Pewnym krokiem w dobrą stronę jest jednak tworzenie właśnie wspomnianych serii. W ich obrębie wszystkie narzędzia mogą być zasilane jednym akumulatorem. Nie musimy więc kupować do każdego innej baterii. W przypadku bardzo rozbudowanych linii, jak np. Ryobi One+, zdarzają się jednak produkty, które wymagają różnych typów baterii, np 18V do szlifierki i 40V do kosiarki. Inne, jak np. Itamati, oferują jeden akumulator do wszystkiego.

Akumulatorowa rewolucja

Narzędzia akumulatorowe od jakiegoś czasu są niezwykle popularne. W przeciwieństwie do modeli elektrycznych nie musimy martwić się o długość przedłużacza (niektórzy producenci oferują hybrydy, które pozwalają pracować w dwóch trybach: sieciowym i akumulatorowym) i dostęp do gniazdka. Z drugiej strony sprzęt na baterię nie jest tak uciążliwy, jak narzędzia z silnikiem spalinowym: generują dużo mniejszy hałas, nie emitują spalin i są łatwiejsze w obsłudze.

POLECAMY:   Przyjazny klimat przez cały rok

Za rosnącą popularnością narzędzi akumulatorowych stoją właśnie te dwie kwestie – kompatybilność baterii dla urządzeń jednego producenta oraz zastosowanie w akumulatorach technologii litowo-jonowej.

Starsze akumulatory, niklowo-kadmowe oraz niklowo-metalowo-wodorkowe, miały tak zwany efekt pamięci. Oznaczała to, że akumulator należało rozładować do prawie końca, zanim można go było ponownie naładować. Wymagały także formatowania, a ich pojemność była ograniczona. Były też cięższe niż baterie li-ion.

To przede wszystkim dwa ostatnie czynniki sprawiły, że używanie narzędzi akumulatorowych, takich jak wiertarki, szlifierki, a nawet piły łańcuchowe, zyskało sens. Baterie stały się kompaktowe, a narzędzia zyskały na lekkości. Wydłużyła się także możliwość pracy. Nie oznacza to jednak, że baterie li-ion nie mają wad: nie można ich przegrzewać, bo grożą zapłonem, nie można także ich rozładować do końca. Mimo wszystko jednak zrewolucjonizowały rynek narzędziowy.

Leave a Comment